Chciałbym ale…
Czas mija, kolejne wakacje czy urlop spędzasz samotnie, a kandydaci przechodzą Ci koło nosa, bo nie miałeś odwagi odwzajemnić ich spojrzenia, uśmiechu a nawet do nich podejść. Możesz sobie co prawda dalej zgrywać zaczarowanego księcia, czy siedzieć w swej jaskini jak smok. Z czasem dojdzie do Ciebie że zgodnie z bajkowymi zasadami smoki są mordowane przez fanatycznych rycerzyków a sposobem na zaczarowanego księcia jest pocałunek księżniczki, a nie drugiego księcia. Przecież nie chcesz tak żyć! Do dzieła więc! Najpierw rozpraw się z negatywnymi programami w swojej głowie. Na oglądałeś się pewnie durnych amerykańskich komedii lub filmików na youtube kreujących stereotyp iż gejowska miłość zawsze jest trudna i nieszczęśliwa. Naczytałeś się głupot, a znajomi albo rodzice dołożyli resztę. Każdy gej jest wspaniałym człowiekiem (nie mówiąc już o jego gay- wyjątkowości) i zasługuje na równie wspaniałą (i wyjątkową) miłość, a zwłaszcza Ty. Widzisz gdzieś potencjalnego kandydata i zamiast działać myślisz o tym że nie wiesz co powiedzieć. Im więcej myślisz o tym co powiedzieć tym większą masz pustkę aż potencjalny kandydat znika nim zdobędziesz się choć na wysłanie kolegi. Kompletne banały typu: „Czy my się przypadkiem nie znamy?”, albo „Masz piękne oczy, czy mogę patrzeć na nie przez ten wieczór?” są po pierwsze sztuczne a po drugie zadowolą tylko mało wybrednych facetów. Inteligentny i dojrzały mężczyzna prychnie na to pogardliwie, chyba że wyglądasz jak trzech misterów świata w jednym. Ponieważ jest to mało prawdopodobne, musisz go czymś zaciekawić. Najłatwiej zagaić rozmowę tematycznie. Interesujący mężczyźni nie bywają na otwarciu sklepu z bielizną czy na promocji dezodorantów w Rossmanie, wyzwanie będzie więc odpowiednio większe. Powinieneś być przygotowany. Przed wernisażem wykuć życiorys artysty, przed spektaklem poczytać coś o jego przesłaniu i reżyserze. Zasada jest taka, że mądre pytanie rzucamy na sam początek a dalej postępujemy stosownie do jego reakcji. Jeśli okaże się być profesjonalistą w dziedzinie jak najszybciej zejdź z tematu by się przypadkiem nie skompromitować i by się nie nakręcił bo zejście z tematu będzie jeszcze trudniejsze. Lub jeśli jesteś inteligentny i czujesz że się tym pasjonuje daj mu się powymądrzać. Słuchaj, patrz na niego z zachwytem i zaciekawieniem, a od czasu do czasu zadaj jakieś pytanie podtrzymujące wywód. Niemniej nie udawaj idioty, masz być tylko odrobinę głupszy od niego i to tylko w tej jednej dziedzinie. Jeśli trafisz na palanta potraktuj go jak ćwiczenie a na koniec albo zejdź na jakiś płytki temat bądź zacznij rozmowę w której nie będzie się orientował i męcz go nim tak długo aż sam wypadnie z tematu i zwieje. Istnieje też bardzo pożądana opcja iż facet okaże się nad wyraz normalny, błyskotliwie odpowie na zadane pytania a później zgrabnie zmieni temat rozmowy na miły dla was obojga.
Co on sobie o mnie pomyśli…
To zależy do tego czego się nauczyłeś z tego co już przeczytałeś. Może pomyśli że jesteś nieśmiały, a może że jesteś psem na kasę, albo wyrywaczem cudzych facetów? Lub że jesteś fantastycznym, interesującym facetem, z którym się wspaniale rozmawia. Jeśli nadal masz obawy cofnij się do pierwszego rozdziału i przeczytaj wszystko dokładnie jeszcze raz. Pozbądź się obaw. I jeszcze jedno. Zdecydowanie zapomnij o wysuwaniu debilnego i służalczego pytania charakterystycznego dla skretyniałych szesnastolatków: ”Co Ty sobie teraz o mnie pomyślisz?”. Daje głowę że, znakomita większość facetów (w tym nawet ja) nienawidzą tego pytania. To tak jakbym poprosił Cię o to byś nie myślał o różowym słoniu biegającym po niebieskiej trawie. Pomyślałeś. Tak samo po zadaniu takiego pytania facet na pewno pomyśli o Tobie źle. Nie udawaj skromnego prawiczka, przecież i tak nim za pewne nie jesteś a on i tak w to nie uwierzy. Bądź sobą.
Boję się do niego podejść…
Tutaj skutecznym sposobem są wizyty u terapeuty, lecz metoda ta ma to do siebie ze jest droga i zanim uzyskasz pewność siebie na Twojej głowie pojawią się już siwe włosy (lub co gorsza ich brak). Co masz właściwie do stracenia? Po prostu zrób to. Albo facet okaże się fajny i zainteresowany, jeśli okaże się Panem SNG zastosujesz nega, a jak będzie pospolitym przydupasem potraktuj go jako ćwiczenie. Jeśli na samą myśl o podejściu do niego aż Cię skręca zalecam rozluźniacze. 50 wódki w czystej postaci (oczywiście wypita duszkiem) zadziała bardzo szybko, nie napełnia pęcherza, nie farbuje zębów i nie odbija się bąbelkami. Zaraz po tym KONIECZNIE ale to KONIECZNIE pożuj najmocniejszy miętowy cukierek, nie możesz przecież zionąc wódką.
Nie wiem, czy jest sam…
Z jednej strony to bardzo dobrze ze to Cię martwi. Musisz ustalić jego faktyczny status. Miej się na baczności. Niech nie zmylą Cię pozory. Może przystojniak z którym przeszedł to jego najlepszy kumpel, a może służbowa znajomość? A może przyszedł sam bo jego facet został w domu? Przed przystąpieniem do natarcia najlepiej to delikatnie sprawdzić poprzez wychwytanie strzępek rozmów lub znajomych którzy go znają.
Chyba nie mam szans…
Dlaczego w ogóle tak myślisz? Przecież miałeś już kiedyś faceta, więc szanse na zdobycie nowego na pewno masz. Jeśli nie, to zgadnie z zasadą iż każda potwora znajdzie swojego amatora również masz szanse. Nawet jeśli super facet nie okaże się być Tobą zainteresowany to przecież tylko i wyłącznie jego wina. Może jest zajęty lub kręcą go tylko napakowani faceci typu ABS (absolutny brak szyi), a może go po prostu onieśmielasz potrzebuje trochę czasu by się przełamać. Stoi przed Tobą w koszuli piere carde, emanuje pewnością siebie, światowym obyciem i to Cię tak przeraża? Popatrz na niego jeszcze raz i wyobraź sobie że stoi w pończoszkach na wysokich szpilkach, albo ze ma na sobie białe legginsy, niebieską czapeczkę i z ananasem w tyłku tańczy lambadę. Nadal się go boisz?


